Hanoi zostawiliśmy sobie na koniec, ponieważ stąd mamy lot do Nepalu. Do miasta zajeżdżamy ok. godziny 16, planowo powinniśmy w okolicach 14, ale 2 godziny ekstra stoimy w korkach. Tego dnia, poza odpoczywaniem, już nic szczególnego nie robimy.

Rano budzimy się, szybkie śniadanie i ruszamy zwiedzać. Na pierwszy ogień idzie świątynia literatury. Przechadzamy się spokojnymi, całkiem ładnymi alejkami. Co i rusz mijamy rzeźby żółwia (pewnie coś symbolizują, ale na pewno nie wietnamską ich mentalność, oni ciągle poganiają) jaki i grupy miejscowych uczniów, którzy albo przyszli się pomodlić o pomyślne zdanie egzaminów, albo podziękować za te, które mają już za sobą.

 

Jest miło i przyjemnie, ale czas ruszać dalej do muzeum Ho Chi Minha. Po tym, co zobaczyliśmy w Sajgonie, spodziewaliśmy się czegoś interesującego. Wchodzimy z chęcią zdobycia wiedzy i niestety rozczarowanie. Muzeum jest podzielone na dwie części. Pierwsza to przedstawiona na osi czasu historia życia Ho Chi Minha, o tym jak podróżował, jak kształtowały się jego poglądy, że podpatrywał życie robotników w innych krajach i jak im było źle. Natomiast druga część muzeum mogłaby już nie istnieć. Muzeum jest po prostu za duże i z braku laku poutykano tam przeróżne rzeźby (np stołu z owocami), rzeczy od czapy, zupełnie nie mające ze sobą nic wspólnego.

Na dziś koniec zwiedzania. Tego dnia Jarek świętuje swoje 30-ste urodziny, więc wieczór jest zarezerwowany na świętowanie.

Ale zanim to, najpierw musi być zrobiona odpowiednia fryzura. W tym wieku nie wypada już chodzić rozczochranym, czas skrócić włosy i zaprezentować zakola! Pan sprawnie się uwija i po 20 minutach Jarek ma fryzurę stosowną do wieku! 🙂

dsc08627

Teraz spokojnie idziemy do teatru, bez obawy, że nas nie wpuszczą 😉 Nie jest to jednak zwyczajny teatr, a teatr marionetkowy (water puppet theatre), którego akcja rozgrywa się na specjalnej scenie wypełnionej wodą. Marionetkami poruszają wyspecjalizowani pracownicy (aktorzy?) za pomocą bambusowych kijów umieszczonych pod wodą. Taka forma wywodzi się  z północnego Wietnamu, gdzie najprawdopodobniej takie przedstawienia odbywały się w czasie, gdy pola były zalane wodą, a trzeba było czymś zająć dzieci.

dsc08637

Jak ktoś będzie w Hanoi to polecamy, to w sumie jedna z nielicznych rzeczy, która nam się w tym mieście podoba. Do tego jest w miarę tanio (100.000 dongów, czyli na nasze 17 zł/bilet).

Przechadzamy się jeszcze po starej dzielnicy, idziemy koło jeziorka, niedaleko jakiś kościółek, ludzie tłoczący się w knajpach. Jest miło.

Następnego dnia, czyli w sumie Jarka pierwszego z „3” na początku i jednocześnie pierwszego dnia reszty mojego życia (czyli dzień, jak co dzień) wstajemy później, śniadanie wypada około 12:00, idziemy na market, ale to nic ciekawego i szybko wracamy do guesthousu. Mamy duże zaległości w pisaniu bloga, takie naprawdę duże, łącznie musimy spisać 6 notek. Udaje się naklepać 4, więc jest nieźle. Kolejne (np. ta) powstają w Kuala Lumpur, gdzie mamy przesiadkę do Katmandu.

Wieczorem znów idziemy nad jeziorko, trafiamy na zachód słońca, jakaś parka ma sesję ślubną (Wietnamczycy to demograficznie bardzo młode społeczeństwo, więc to w sumie nic dziwnego). Jest ładnie, co nawet udaje nam się wyłapać na zdjęciu.

Wracając przekraczamy ulicę, a morze motorków się przed nami rozstępuje. Trochę jak Mojżesz i Morze Czerwone 🙂 W Sajgonie nie udało nam się zrobić zdjęcia tego zjawiska, udało się za to w Hanoi. Większość poruszających się pojazdów to dwukołowce, są też nieliczne samochody. Tymi jednak ciężko porusza się po mieście, bo ulice są raczej wąskie, chodzą po nich piesi (bo na chodnikach stoją zaparkowane skutery), do tego trzeba mieć oczy dookoła głowy. Nie odstrasza to jednak ludzi od posiadania samochodu. W ostatnim czasie w Wietnamie wzrosła liczba wypadków, w których giną motocykliści potrąceni przez kierowców. Dlatego mieszkańcy, którzy mogą sobie na to pozwolić, coraz częściej decydują się na posiadanie auta ze względów bezpieczeństwa. A to powoduje korki, bo Hanoi, jako miasto, nie jest na to po prostu przygotowane.

Więcej samochodów -> więcej wypadków z motocyklistami -> jeszcze więcej samochodów -> jeszcze większe korki. I tak oto Hanoi stanie się wkrótce nowym Pekinem.

Następnego dnia z samego rana jedziemy na lotnisko, skąd lecimy do Kuala Lumpur, gdzie zostajemy 2 dni, a później do Katmandu. W Nepalu chcemy zrobić 3 tygodniowy trekking do Everest Base Camp, więc wpisy nie będą się pojawiały przez dłuższy czas.

Reklamy