Penang, znane ze swojej kuchni, było dla nas bardzo smacznym przystankiem przed Langkawi. Spędziliśmy tam właściwie jeden pełny dzień.

W tym czasie pojechaliśmy do parku narodowego (Penang National Park). Na trekking można wybrać dwie ścieżki po dżungli – Monkey Trail i Turtle Trail. My wybraliśmy trasę z małpami i bardzo nam się podobało. W sumie bardziej niż małpy podobała nam się gigantyczna jaszczurka przechadzająca się nieopodal po plaży. Nie wiemy co to był za gatunek, ale bardzo przypominał warana którego widzieliśmy w Singapurze. Na oko długi jakieś 1,5 metra, może więcej. Małpy oczywiście też były, nawet całkiem sporo, trzeba jednak na nie uważać. Jak postoi się chwilę dłużej to podchodzą i mogą zainteresować się każdym workiem/plecakiem, który potencjalnie może mieć w środku jedzenie. I zabrać go ze sobą.

Po dosyć wyczerpującej wędrówce przez dżunglę dotarliśmy do upragnionej plaży, przy której kupiliśmy 2 ogromne kokosy. Wypiliśmy z nich wodę i słomką wyskubaliśmy miąższ. W tym upale chcieliśmy się schłodzić w wodzie, ale ta wcale nie była dużo chłodniejsza niż powietrze. Drogę powrotną pokonaliśmy łodzią, za którą Justyna wytargowała 10 zł/os. Pierwszą ceną było 25.

Wieczorem poszliśmy na lokalny uliczny market na pyszną zupę i sok. Zamówiliśmy laksę, czyli to samo danie które jedliśmy w Singapurze. Smakowało zupełnie inaczej, było bez mleczka kokosowego, ale też było super dobre. Ogólnie Penang słynie z jedzenia, mieszają się tu kuchnie tajska, indyjska i lokalna. Podczas dwóch wieczorów i dwóch poranków które tam spędziliśmy, śniadania jedliśmy w indyjskiej knajpie, w której zamawialiśmy tylko pieczywo naan z czosnkiem, za które płaciliśmy jakieś 3 zł, wieczorami zaś pałaszowaliśmy zupy ze straganów za które nie płaciliśmy więcej niż 3,50. Dłuższy pobyt tutaj na pewno odbiłby się na naszej wadze.

Ostatniego wieczoru trafiliśmy jeszcze na jakiś obrzęd z paleniem kukieł. IMG_20160706_200808

W poprzedniej notce wspomnieliśmy o lekko kiczowatej buddyjskiej świątyni w Cameron Highlands. Na Penang też nie ma nudy!IMG_20160706_200122

W południe następnego dnia popłynęliśmy na wyspę Langkawi, tuż przy granicy z Tajlandią.

Reklamy