Z Seulu przemieściliśmy się na Filipiny, na wyspę Cebu.

Zaczęliśmy w Cebu City. Spędziliśmy tam 1 pełny dzień.  Nie rozpisując się – nic ciekawego, duże, brudne, zatłoczone miasto, z którego należy się jak najszybciej zawinąć. Pojechaliśmy więc do Moalboal, podobno jednego z lepszych miejsc do nurkowania na Filipinach.

Moalboal

Ładna rafa, sporo zółwii, sardynki które pływają w ławicach. Pierwszego dnia poszliśmy na snorkeling. Na Filipinach fajne jest to, że w wielu miejscach rafa zaczyna się parędziesiąt (paręnaście?) metrów od brzegu. Nie trzeba wieć wynajmować łodzi, czy też wykupowac wycieczek, wystarczy maska z rurką, ewentualnie płetwy i już. Sprzęt wypożyczyliśmy w lokalniej szkółce, weszliśmy do wody i po ok 30 metrach ukazała nam się rafa.  Poza koralami widzieliśmy  róznokolorowe rybki, rozgwiazdy, a nawet żółwie. Niestety w pewnym momencie wpłynęliśmy w chmarę meduz, które tak pokąsały Justynę, że przedwcześnie zakończyła wodne przygody. Zaczerwienienia polała octem, wracać do wody nie miała już jednak ochoty.

Wieczorem poszliśmy w poszukiwaniu miejsca gdzie można obejrzeć mecz Polska – Irlandia Północna. Nic nie znaleźliśmy. Na szczęście okazało się, że po prostu leciał w TV, w bezpłatnej telewizji. Otworzyliśmy więc rum (4 zł za 400 ml), pokroiliśmy limonki i obejrzeliśmy popisy naszej reprezentacji. Za którą z resztą również dziś będziemy ściskali kciuki o 3 nad ranem.

Następnego dnia popłynęliśmy nurkować na lokalną rafę. Dobrze było przypomnieć sobie co i jak, ale ani rafa, ani widoczność nie były szałowe. Cena za jedno nurkowanie 1200 PHP (100 zł). Z perspektywy czasu możemy polecić lepsze miejsca, np. okolice wyspy Bohol. Tam nurkowanie było naprawdę eleganckie, dużo zwierząt i zdrowa rafa.

Wieczorem pojechaliśmy skuterkiem na Whitebeach. Oczywiście zostaliśmy wysadzeni przy płatnym wejściu, gdzie lokalni szukają frajerów, którzy im zapłacą za przejście przez „prywatną” działkę w stronę plaży. My płacić nie zamierzaliśmy, przeszliśmy parędziesiąt metrów dalej i oczywiście znaleźliśmy bezpłatne wejście. Plaża wąska, trochę brudna, dużo psów, dlatego tym lepiej, że nie daliśmy się naciągnąć.

Kolejnego dnia wynajęliśmy skuter i pojechaliśmy nad okoliczny wodospad. Mały, ale bardzo przyjemny. W tej duchocie był naprawdę orzeźwiający. Standardowo wszyscy chcą od Ciebie pieniędzy za byle co, więc trzeba być asertywnym.

W drodze powrotnej niespodziankę zrobił nasz skuter, złapaliśmy gumę. Dzięki temu mieliśmy okazję doświadczyć filipińskiej uprzejmości. Jakiś starszy Pan postanowił nam pomóc, zaprowadził nas do grupki 15-letnich chłopców, którzy pomogli nam załatać dziurę. Po zdjęciu dętki okazało się z resztą, że wcześniej była łatana najmniej 10 razy. Wydawało nam się, że załatwiliśmy sprawę, ale przejechaliśmy jakieś 6 kilometrów i znów nie mieliśmy powietrza. Tym razem zapchaliśmy motorek do prawdziwego zakładu wulkanizacyjnego, gdzie pan odpadalając papierosa od papierosa załatał dziurkę na fest! Na marginesie – na Filipinach trudno znaleźć osobę, która nie pali fajek. A Jarek od 9 miesięcy nie zapalił ani jednej 🙂

Oslob

Z Moalboal pojechaliśmy do Oslob, które jest znane z rekinów wielorybich, które występują w lokalnej zatoce. Kiedyś je tam poławiano i zabijano dla mięsa, obecnie są ogromną atrakcją turystyczną, z której żyje całe miasteczko. Niestety nie jest idealnie, rekiny są dokarmiane, o negatywnych skutkach można poczytać tutaj http://dive-bohol.com/conservation/5-reasons-not-go-oslob/  Naszym zdaniem zwierzakom nie dzieje się jakaś dramatyczna krzywda, lepiej przecież że lokalna społeczność żyje z pokazywania rekinów niż z ich zabijania. A taka jest przecież alternatywa. Tego dnia wstaliśmy o 5 rano, z roztargnienia zapomnieliśmy kamerki sportowej i nie mamy zdjęć z tego snorkelingu. A rekiny były całkiem spore, na oko jakieś 5 metrów. Podpływały też bardzo blisko, na odległość wyciągniętej ręki. Pomimo tego, że całe to pływnie z rekinami było zaaranżowane, podobało nam się. Ceny snorkelingu i nurkowania są regulowane urzędowo,  1000 PHP (83 zł) za snorkeling, 3000 PHP (250 zł) za nurkowanie.

Rekin wielorybi wygląda o tak, zdjęcie ukradzione:whaleshark

Wieczorem poszliśmy do restauracji przy plaży.

Z Oslob pojechaliśmy do Dumaguete, skąd wzięliśmy prom na wyspę Bohol.

Reklamy