W drodze do Bogoty postanowiliśmy zrobić przystanek w okolicach kanionu rzeki Rio Claro. Miejsce oferuje szereg atrakcji, takich jak jaskinie, rafting, tyrolka i wspinaczka. Postanowiliśmy spędzić tam jeden dzień na jaskinię i rafting.

Na terenie rezerwatu znajduje się hotel i schronisko, są one jednak okrutnie drogie, najtańsza opcja kosztuje 180.000 kolumbijskich peso za 2 osoby za 1 noc, co na nasze pieniądze wychodzi jakieś 240 zł. Spaliśmy więc w miejscowości położonej 14 km od wejścia do parku (Doradal), gdzie udało nam się znaleźć nocleg za 60.000 (80 zł) za 2 osoby. Co też nie jest ceną jakoś szczególnie promocyjną, natomiast Kolumbia w naszych oczach nie zalicza się już do krajów tanich, ceny są znacząco wyższe niż w Peru czy Boliwii, w zasadzie to są porównywalne do polskich.

Na jaskinie należy przyjść przed 9:30, czego oczywiście nie wiedzieliśmy i pojawiliśmy się w parku dopiero w okolicach 10:30. Okazało się jednak, że są jeszcze 2 osoby które się spóźniły i w ten sposób udało się sformować małą, 4-osobową grupkę. Skoro nie wiedzieliśmy o której przyjść, nie wiedzieliśmy też co zabrać. A wziąć należało latarkę i pełne buty. Musieliśmy więc je zakupić na miejscu.

Do jaskiń początkowo idzie się lasem tropikalnym, w zdecydowanej większości lasem pierwotnym, w którym nie było ingerencji człowieka w ekosystem. Porastają go ogromne drzewa, największe które widzieliśmy miały jakieś 85 metrów wysokości, potrafią żyć 1000 lat. Ze zwierzaków można spotkać gekony, iguany, papugi, tukany, skorpiony. Grzaliśmy się zwłaszcza na tukany, których nie udało nam się spotkać ani w Brazylii w okolicy Iguazu, ani na pampie w Boliwii, gdzie również występują. Finalnie w Rio Claro również nam się nie udało. Widzieliśmy za to ogromne iguany, gekony i skorpiony. Na skorpiony trzeba uważać szczególnie, bo żyją również w jaskini, gdzie jest ciemno, można rękę położyć w niewłaściwym miejscu i dramaty gotowe. A jeśli chodzi o poziom ciemności – bez latarki nie ma różnicy, czy ma się otwarte czy zamknięte oczy.

Dojście do jaskini zajmuje około godziny, później przez godzinę-półtora się po niej chodzi i pół godziny na powrót. Cała wycieczka powinna trwać więc jakieś 3 godziny. Jaskinia jest „aktywna” (tak przynajmniej mówi się po hiszpańsku na jaskinię z rzeką w środku), początkowo szliśmy przez strumyk, żeby po chwili dochodzić do miejsc, przez które musieliśmy przepływać. W jaskini żyją ptaki nocne, których nazwy nie znamy, ale nie są nietoperzami, choć tak samo jak one używają echolokacji. No i są bardzo głośne, udało nam się je nagrać. Zdjęć nie mamy, ponieważ na te zwierzęta nie można świecić latarką, bo od światła mogą umrzeć. Sama jaskinia w całości jest z marmuru, momentami jest wysokości katedry, szeroka na 0,5 do 5 metrów.

To był nasz pierwszy raz w jaskini, no i musimy przyznać, że bardzo nam się podobało. Spodziewaliśmy się lekkiego spacerku, wyszliśmy zaś solidnie zmęczeni i rozemocjonowani. Dlatego jak będziemy mieli jeszcze okazje pochodzić gdzieś po jaskiniach, na pewno skorzystamy!

Godzinę po powrocie udało nam się załapać na rafting. Rio Claro to rzeka klasy 1., jest więc super łatwa i ten rafting nie ma nic wspólnego ze sportem ekstremalnym, coś jak spływ Brdą w okolicach Kaszub. Robi się go jednak nie dla wrażeń z samego spływania, a dla widoków. A te są wspaniałe. Płynie się wzdłuż lasu tropikalnego, który w pewnym momencie przechodzi w kanion z marmuru, z którego w pewnym momencie spływa wodospad. Przy brzegach widzieliśmy wygrzewające się iguany i liczne ptaki. Nie mieliśmy ze sobą dużego aparatu, tylko kamerkę sportową i zwierzaki nie załapały się do zdjęć.

Podczas spływu parę razy zatrzymaliśmy się na pływanie wpław po rzece i skoki do wody. Na jednej z gałęzi ktoś przewiesił linę, więc można było się poczuć jak Tarzan 🙂

W pontonie płynęliśmy z parą Kolumbijczyków z Medellin, z którymi chwilę porozmawialiśmy o Escobarze. O dziwo oni powiedzieli, że za jego czasów żyło im się dobrze, w mieście były pieniądze, a źle zaczęło się dziać dopiero jak rząd zaczął zwalczać kartel. Po raz kolejny potwierdza się więc reguła, że nie da się dogodzić wszystkim.

Ogólnie wypad do Rio Claro uznajemy za bardzo udany, zdecydowanie powyżej oczekiwań! Cenowo również wyszło nieźle, bo za wejście do parku (15k), caving (20k) i rafting (25k) zapłaciliśmy łącznie 60.000 peso, czyli na nasze jakieś 80 zł na osobę. W samym Doradal zostaliśmy jeszcze na jedną noc, następnego dnia rano pojechaliśmy do Bogoty.

Reklamy