Z Quito do granicy z Kolumbią jedzie się około 5 godzin. Granicy nie powinno się przekraczać po zmroku, bo okolica jest mało bezpieczna i nie chodzi tylko o kieszonkowców. Wyjeżdżając z Quito po południu, dotarliśmy do granicy wieczorem, zatrzymaliśmy się więc na noc w miejscowości Tulcan. Znaleźliśmy tani hotel, poszliśmy na chińczyka (4 w skali do 10) i na tym nasz pobyt miał się zakończyć. Następnego dnia rano mieliśmy przecież przekroczyć granicę, dotrzeć do Ipales, stamtąd autobus do Cali, dalej kolejnym do Medellin. Tak też się stało, z 2 dodatkowymi, małymi przerwami.

Będąc jeszcze w Tulcan poszliśmy na lokalny cmentarz. Ogólnie w Ameryce Południowej podejście do śmierci, grobów, przodków itd. nie jest takie patetyczne i bijące smutkiem jak u nas. W Chile na przykład można przyjść na grób z piwem i je wypić ze znajomym, który leży parę metrów pod ziemią. W Ekwadorze z kolei cmentarz to bardzo nietypowy park.

Pokręciliśmy się po nim jakąś godzinę, bardzo miło spędziliśmy czas. Chyba najfajniejszy cmentarz na którym byliśmy do tej pory.

Po spacerze pojechaliśmy na granicę, gdzie daliśmy sobie udekorować paszporty wizami i dalej wzięliśmy collectivo do Ipales. Sama miejscowość to nic ciekawego, za to okolica to już inna bajka. Nieopodal znajduje się bazylika Las Lajas, położona na brzegu małego kanionu. Podobno w okolicy jakieś natchnione dziecko zobaczyło Maryję gdzieś na skale i z tej okazji powstała ta budowla. Widok również niecodzienny.

Nieopodal katedry spotkaliśmy dwójkę naszych krajanów, którzy również robią dużą podróż, natomiast w odwrotnym kierunku niż my (www.notosruuu.com). Pogadaliśmy z nimi przy kawie, było bardzo sympatycznie. Ogólnie dzień, choć teoretycznie przeznaczyliśmy go wyłącznie na tranzyt, był naprawdę fajny.Wieczorem pojechaliśmy nocnym autobusem do Cali, gdzie rano następnego dnia przesiedliśmy się do kolejnego autobusu do Medellin, gdzie zameldowaliśmy się około 17:00. Pewnie byłoby szybciej, gdyby nie to, że 3-4 razy zatrzymywała nas policja i robiła rewizję prawie wszystkich pasażerów i ich bagaży, wszystko to w poszukiwaniu narkotyków. Na dodatek jeszcze nasz kierowca się zgubił (?!) i przez około 2 godziny jechaliśmy jakimiś wiejskimi drogami, które autobusy to raczej rzadko widują.

Jadąc autobusem i obserwując krajobraz za oknem, doszliśmy szybko do wniosku, że Kolumbia, jak na standardy południowoamerykańskie, to raczej bogaty kraj. Pomimo tylu lat krwawej wojny domowej, kraj gospodarczo stoi zdecydowanie wyżej niż np. Peru. Na dzień dobry więc K. zaskoczyła nas mocno in plus.

Co dalej

Do 8 maja jesteśmy w Kolumbii (Medellin, Rio Claro, Bogota, San Gil, Santa Marta, Cartagena), wtedy mamy lot do Miami i w USA spędzimy około 1 miesiąca. Chcemy wynająć samochód, zwiedzić Florydę, następnie pojechać w stronę Nowego Orleanu, gdzie planujemy zostawić samochód, wziąć samolot do Las Vegas, gdzie kolejny raz wynajmiemy samochód, który oddamy dopiero w Los Angeles. Podczas podróży chcemy spać na Couchsurfingu, który tam jest całkiem popularny. Nie stać nas bowiem na hotele w USA, hosteli tam raczej nie ma, a motele wcale nie są tanie.

Z Los Angeles polecimy do Azji, nie wiemy jeszcze dokładnie dokąd. Pewnie na pierwszy ogień pójdzie Japonia.

Reklamy