Opuściliśmy wybrzeże Peru 18 kwietnia. Pierwotnie naszym planem było przemknięcie przez Ekwador i dostanie się do Cali lub Medellin w Kolumbii. Kolejny raz mieliśmy więc do pokonania bardzo duża odległości, z Mancory do Medellin jest 1800 km i 2 przejścia graniczne. Finalnie podzieliliśmy ten odcinek na trzy: (1) Mancora – Quito, (2) Quito – Tulcan i (3) Tulcan – Medellin. Zanim jednak dopełnimy kronikarskiego obowiązku, czyli opiszemy kolejne autobusy, parę słów o peruwiańskiej prawdomówności. To będzie dość długa dygresja, więc odznaczam ją gwiazdkami.

***

Józef Tischner wskazał kiedyś 3 rodzaje prawdy, z czego ostatnim w kolejności było gówno prawda. Otóż ten rodzaj dominuje wśród pracowników sektora turystycznego w Peru. Kłamią taksówkarze, sprzedawcy wycieczek, właściciele pensjonatów. Nie wszyscy oczywiście, natomiast z naszych doświadczeń wynika, że obcokrajowca traktuje się jak chodzący bankomat, jak idiotę z pieniędzmi. Kilka przykładów.

(1) W Huaraz kupiliśmy wycieczkę do Laguny 69, skąd, jak zapewnił nas sprzedawca wycieczki, miał być szlak do Vaquerii (początek treku Santa Cruz). Pan wziął mapkę okolicy i narysował nam kreskę od jednego miejsca do drugiego. Gówno prawda, taki szlak nie istnieje, do Vaquerii należy dostać się w inny sposób.

(2) W Vaquerii gdy szukaliśmy miejsca na nocleg, ustaliliśmy cenę 20 soli za pokój. Po obejrzeniu pokoju cena urosła do 30 soli, z kolei jak przyszło do płacenia – 50. Zapłaciliśmy 30, choć powinniśmy wstać, obrazić właścicielkę przybytku w jej języku (bo po polsku raczej nie zrozumiała, to słowo po hiszpańsku ma inne znaczenie 🙂 ) i pójść do sąsiada.

(3) W Mancorze poszliśmy zorientować się po ile chodzą bilety do Guayaquil (Ekwador). Były bardzo drogie, więc zapytaliśmy, czy w Tumbes (parędziesiąt kilometrów dalej) są inni przewoźnicy, którzy tam jadą. Oczywiście usłyszeliśmy odpowiedź „nie”. Gówno prawda, było ich więcej, kupiliśmy bilet 3 razy taniej niż zaoferowany nam w Mancorze.

(4) W Tumbes taksówkarz powiedział nam, że za pół godziny rozpoczyna się strajk na granicy i granica będzie zamknięta przez najbliższe 5 dni. Więc jak chcemy ją przekroczyć, to musimy pojechać z nim, jak najszybciej. I co? Gówno prawda, nikt o żadnym strajku nigdy nie słyszał.

To wybrane przykłady dużych kłamstw. Do tego dochodzi naciąganie i zawyżanie cen (nigdy, przenigdy nie należy akceptować pierwszej ceny którą się usłyszy). I choć większość osób jednak jest prawdomówna, to jednak natężenie oszustów jest tak duże, że należy podchodzić ultra sceptycznie do każdej informacji. Co jest męczące, kosztuje czas, a na koniec dnia i tak nie da się zweryfikować wszystkiego.

***

Wracając do podróży w stronę Kolumbii. Najpierw pojechaliśmy collectivo z Mancory do Tumbes, w Tumbes wykupiliśmy autobus do Guayaquil (Ekwador), w G. kolejny autobus (nocny) do Quito. Cała impreza trwała od 11 rano do 8 rano kolejnego dnia. Męczarnia straszna, zwłaszcza że po drodze tabun ludzi chciał nas oszukać, było gorąco, a na dodatek wjechaliśmy do Państwa które 2 dni wcześniej nawiedziło ogromne trzęsienie ziemi, z setkami ofiar i tysiącami bez dachów na głową. BTW Guayaquil to jest to miasto, w którym w wyniku trzęsienia zawaliła się estakada na obwodnicy. Z okna autobusu nie widzieliśmy jednak żadnych zniszczeń. Byliśmy wręcz zaskoczeni jak spokojni są ludzie i samo miasto. Choć może mieliśmy błędne oczekiwania, nie powinniśmy przecież spodziewać się, że ludzie będą chodzić zapłakani, przestaną jeść w knajpach, w telewizji będzie tylko orędzie prezydenta, a w monopolowym nie będzie browarów. Tak więc w Ekwadorze po trzęsieniu ziemi świat nie stanął w miejscu.

W Quito zostaliśmy na 1,5 dnia, poszliśmy na free walking tour, zwiedziliśmy też kilka miejsc na własną rękę, odpoczęliśmy po męczącej podróży. Znaleźliśmy mały hotelik Flores, gdzie jak się okazało było w przeszłości sporo przypadków, że kogoś okradli. My jednak przeczytaliśmy te opinie na Tripadvisorze następnego dnia, jak już się wymeldowaliśmy z hotelu 🙂  I nie, nie okradli.

Ekwador ogólnie rzecz biorąc jest krajem nieco droższym niż Peru, zwłaszcza przy obecnej cenie dolara, gdzie ten jest walutą oficjalną. Na przełomie XX i XXI wieku w Ekwadorze politycy nie potrafili sobie poradzić z hiperinflacją na ich własnej walucie i uznali, że skoro ludzie i tak płacą sobie w dolarach, to przejdą na dolary. Ogłosili to z lekkim wyprzedzeniem, co jeszcze bardziej osłabiło rodzimą walutę (ludzie masowo zaczęli wykupywać dolary i sprzedawać ekwadorskie peso, co przy braku popytu na peso zupełnie je zdeprecjonowało i jeszcze bardziej podbiło inflację). Obecnie przy wysokiej cenie dolara i niskiej ropy naftowej (3. największy producent w Ameryce Południowej, po Brazylii i Wenezueli) Ekwador ma ciężką recesję.

Quito z kolei jest miastem bardzo ładnym, z dobrze zachowanym historycznym centrum miasta. Położone jest na wzgórzach, na wysokości 2850. Nieopodal centrum znajduje się strzelista bazylika, gdzie u wejścia odwiedzających wita rzeźba Jana Pawła II. Napisalibyśmy pewnie coś więcej, gdybyśmy słuchali przewodniczki podczas naszej darmowej wycieczki po mieście. Przynudzała, więc nie napiszemy 🙂

Z Quito pojechaliśmy do granicy z Kolumbią. Jednak jest już u nas późno, pierwsza w nocy, więc czas kończyć tę notkę, dalszą część dopiszemy wkrótce!

 

Reklamy