Machu Picchu, obok kanionu Colca i Cordiliera Blanca, było jednym z naszych głównych celów w Peru. Z resztą nie tylko naszym, miejsce jest w końcu sławne na cały świat i jest podstawową atrakcją turystyczną tego kraju.

Jak się dostać do MP

Sposobów jest kilka.

(1) Najprościej wykupić przejazd pociągiem z Cuzco (C) do Aguas Calientes (AC), które jest miejscowością u podnóży MP. Koszt takiego pociągu jest jednak stosunkowo wysoki, od 70 do 100 dolarów amerykańskich (100 dolarów to jakieś 380 zł). Do tego dochodzi koszt biletu na górę (142 sole, czyli 160 zł), nocleg w AC (śpiąc w tanich miejscach można się zmieścić w 40 solach, w hotelach trudno znaleźć coś poniżej 200 soli) i wychodzi niezła sumka. Tzn na tyle niezła, że nas nie stać. Odrzuciliśmy więc tę opcję na samym początku.

(2) Autobusem z C. do Ollantaytambo (O), następnie busem do elektrowni wodnej (Hidroelectrica), a dalej 12 kilometrów pieszo wzdłuż torów kolejowych. Łącznie przejazd trwa około 6 godzin + 2,5 godziny marszu, koszt około 45 soli (50 zł, 10 soli kosztuje autobus z C. do O., bus z O. do elektrowni 35 soli). Ta opcja jest więc stosunkowo tania, ale czasochłonna, należy rozpocząć podróż wcześnie rano, żeby zdążyć do AC przed zmierzchem.

(3) Z O. można podjechać parę kilometrów busem na 82. kilometr linii kolejowej prowadzącej z C. do AC. Z tego miejsca można rozpocząć 28-kilometrowy, 7-godzinny marsz wzdłuż torów kolejowych do Aguas Calientes, które znajduje się na 110 kilometrze linii kolejowej. Jest to opcja zdecydowanie najtańsza, bo kosztuje ledwie 10 soli (bus z C. do O.) plus 3 sole (bus z O. na 82. km trasy), a reszta jest w nogach. Inna sprawa, że nie jest to do końca legalne, choć szeroko praktykowane. Pracownicy kolei starają się raczej zwalczać tę opcję, dlatego trzeba trochę oszukać i obejść stację kolejową, podejść około 400-500 metrów wzdłuż wzgórza i wtedy dopiero zejść na ścieżkę wzdłuż torów.

(4) Inca Trail i jej pochodne (Jungle Inca Trail). Jest to sposób zdecydowanie najbardziej czasochłonny, dojście na MP zajmuje 4 dni. Pokonuje się w tym czasie około 50 kilometrów pieszo, idąc wzdłuż trasy wytyczonej przez Inków i zachowanej do dzisiejszych czasów. Startując z wysokości około 2500 metrów, wchodzi się na 4200, żeby na sam koniec zejść do AC na wysokość 2000 metrów. Podobno trasa jest przepiękna, nie spotkaliśmy osoby która nie byłaby zachwycona. Trasa ma ograniczenia (maksymalnie 400 osób dziennie), dlatego w sezonie wysokim należy ją rezerwować ze sporym wyprzedzeniem. Cena to około 160-200 dolarów. Jungle Inca Trail to opcja raczej dla osób, które liczą na kilkudniową wyprawę na MP, ale nie udało im się w porę zarezerwować biletów na Inca Trail. W skrócie chodzi o to, że organizator załatwia mały rafting rzeką, zjazd rowerami z gór do AC, tam gdzie można dotrzeć busem – transportuje busem, a co ciekawsze odcinki pokonuje się pieszo. Łącznie trwa to również około 4 dni, cena również 160-200 dolarów.

Należy nadmienić, że do AC bezpośrednio można dostać się jedynie pociągiem, nie ma tam możliwości dojazdu autobusem. Dlatego jak ktoś ma mało czasu, naturalnym wydaje się wybór (1). My, mając czasu pod dostatkiem, ale pieniędzy trochę mniej, zdecydowaliśmy się na opcję (3).

Przemarsz do Aguas Calientes

Zostawiliśmy duże plecaki w hospedaje w Ollantaytambo, wzięliśmy najważniejsze rzeczy do małych plecaków i o 6:30 rano wyjechaliśmy collectivo (bus) na 82 kilometr trasy kolejowej. Nauczeni po kanionie Colca, wzięliśmy ze sobą bardzo dużo wody (8,5 litra) i jedzenia. Na stację kolejową dotarliśmy przed 7:30, pokręciliśmy się chwilę i zostaliśmy cofnięci przez pracownika kolei, który najwyraźniej wypatrzył nas jak niepewnie szliśmy wzdłuż stacji. Byliśmy bliscy decyzji, żeby się wycofać i pojechać autobusem do hydroelektrowni. Postanowiliśmy jednak spróbować i obeszliśmy stację dookoła (górą). Była to bardzo dobra decyzja.

Początkowe kilometry są mało przyjemne do marszu, od 82. kilometra do 94. nie ma typowej ścieżki wzdłuż torów, idzie się po kamieniach. Dalej jest już przyjemniej, praktycznie do samego AC jest ścieżka bądź to po jednej, bądź po drugiej stronie torowiska.

Widoki są szałowe. Pomimo, że w ciągu 28 kilometrów trasa obniża się ledwie o 500 metrów (z 2500 na 2000), krajobraz zmienia się bardzo wyraźnie. Im bliżej AC tym las robi się coraz bardziej tropikalny, słychać ptaki, rosną bananowce. Trasa kolejowa meandruje zgodnie z biegiem rzeki, która towarzyszyła nam zawsze po lewej stronie. Rzeka jest bardzo wartka, na odcinku 40 kilometrów zbudowano 2 elektrownie wodne (jedna tuż przed AC, druga 12 km za AC – tam skąd odjeżdżają autobusy).

Jedynymi miejscami, o których możemy powiedzieć, że nie są jakoś super bezpieczne są tunele kolejowe, których jest na trasie 7. Są krótkie, żaden nie ma więcej niż 50 metrów, są natomiast dosyć wąskie (ale w przypadku bliskiego spotkania z pociągiem w tunelu było gdzie się schować). Pociągi jeździły z półgodzinną częstotliwością, więc szansa na spotkanie, choć niewielka, to była.

Innym małym zagrożeniem były psy, które chodziły w grupkach i głośno szczekały. Nie były jednak na tyle głupie, żeby nie wiedzieć, co oznacza jak człowiek sięga po kamień. Podkulały ogon i uciekały.

Ostatecznie, po 7 godzinach marszu, dotarliśmy do AC, wypijając przy tym 3 litry wody. Wzięliśmy więc o jakieś 5 za dużo 🙂

Machu Picchu

Następnego dnia z rana wybraliśmy się na górę. Most na MP otwierany jest o 5:00, same ruiny o 6:00. My mieliśmy mały kłopot, żeby zwlec się z łóżek tak wcześnie, zwłaszcza po wczorajszym spacerze. Byliśmy na górze o 7:00.

Ogólnie na same ruiny można dostać się na dwa sposoby – za 9 dolarów można wykupić autobus, który w 15 minut dowoził na miejsce. Można również podejść pieszo, przewyższenie około 450 metrów, wchodzi się po kamiennych schodach, da się zrobić w godzinę. Znamy osoby które potrafią wbiec na górę w tempie 40 minut, dla nas w tamtym czasie było to jednak nieosiągalne. I w sumie też trochę bezcelowe. O 7:00 na ruinach i tak jest super mało osób, tłum zaczyna się robić dopiero około 9-10, kiedy pociągami zjeżdżają hordy turystów z Cuzco.

Samo MP jest piękne, robi duże wrażenie, zwłaszcza jego rozmiar i jakość pozostawionych ruin. Gorzej z historią miejsca, na dobrą sprawę nie bardzo wiadomo do jakich celów służyło. Inkowie nie znali pisma, zaś miejsce zostało ponownie odkryte i opisane dopiero w 1911 roku, czyli 400 lat od konkwisty.

Będąc na MP można wspiąć się na 2 górki – Wayana Picchu (w czasie kiedy my tam byliśmy była niestety w konserwacji) i Machu Picchu Mt, czyli grzbiet góry u podnóża której są ruiny. Z braku laku wybraliśmy jedyną dostępną opcję. Żeby wejść na szczyt trzeba wdrapać się około 550 metrów w górę, po wąskich i kamiennych schodach, bez barierek. Podobno na MP giną co roku 2 osoby, stawiamy, że to właśnie tam.

Po zejściu z góry, pokręciliśmy się jeszcze chwilę po ruinach i zeszliśmy na dół, do Aguas Calientes. Tam obejrzeliśmy El Classico, zjedliśmy, poszukaliśmy miejsca do spania. Wieczorem poszliśmy na gorące źródła (stąd z resztą nazwa miejscowości), które w sumie nie są gorące, co najwyżej letnie i mocno przetłoczone. Ale i tak miło się w nich wykąpać po trudach wspinaczki na MP. Weszliśmy w końcu przewyższenie około 1000 metrów, ledwie 200 metrów mniej niż w kanionie Colca, który uważamy za wycieńczający.

Powrót do Cuzco

Następnego dnia rano znów czekał nas spacer, tym razem 12 kilometrów wzdłuż linii kolejowej, od 110 kilometra do 122, przy którym znajduje się elektrownia wodna, skąd odjeżdżają taksówki i busy w kierunku Cuzco. Marsz był bardzo szybki i przyjemny, ścieżka szeroka, bez pociągów. Pokonaliśmy ten odcinek w 2:10. Po drodze widać MP „od dołu”. My jednak bardziej cieszyliśmy się otaczającym nas lasem, w którym rosło mnóstwo owoców i latały motyle.

Po dojściu na miejsce wynegocjowaliśmy cenę za przewóz do Cuzco (45 soli, z przystankiem w O., skąd musieliśmy zabrać duże plecaki, łącznie przejazd trwał 6 godzin) i wieczorem dojechaliśmy na dworzec autobusowy. Nie chcieliśmy robić sobie kolejnego noclegu w C., pojechaliśmy więc nocnym autobusem do Limy (22 godziny), skąd wzięliśmy kolejny nocny do Huaraz (8 godzin), które jest bazą wypadową do trekkingu w Cordiliera Blanca. Wybieramy się na trekking Santa Cruz (3-4 dni).

Reklamy