Z wyspy Chiloe postanowiliśmy wyruszyć wprost do Santiago de Chile. Po drodze zahaczyliśmy o miasteczko Puerto Montt, gdzie mieliśmy okazję doświadczyć chilijskiej uprzejmości. Otóż stojąc na pasach zostaliśmy zagadani przez pewnego jegomościa, który postanowił zaprosić nas na obiad do pobliskiej knajpki. Było naprawdę bardzo miło, w rozmowie okazało się, że Hector jest aktywnym użytkownikiem Couchsurfingu i generalnie lubi turystów. W zamian za obiad, obdarowaliśmy go magnesem na lodówkę z wizerunkiem Warszawy i jakimiś wycinankami.DSC_0145

W samym Santiago mieliśmy umówionego hosta z CSa, natomiast nie dograliśmy podstawowego tematu, jakim jest jego adres zamieszkania 🙂 Po przyjeździe do Santiago poszliśmy więc najpierw na obiad, a gdy do 16:00 nie dostaliśmy odpowiedzi na pytanie o adres – znaleźliśmy hostel. Jak dotychczas był to najlepszy hostel w którym mieszkaliśmy, płaciliśmy ok. 50 zł/os/noc, w hostelu był basen, duży ogród, stół do bilarda, ścianka wspinaczkowa, małe pole do krykieta, pub i ogólnie był ekstra. Miejsce należy do jakiegoś Amerykanina, który sam był kiedyś backpackerem. Odrestaurował starą kamienicę w centrum Santiago i otworzył chyba najlepszy hostel na półkuli południowej. Miejsce ma dodatkowy smaczek, w samej kamienicy za czasów Pinocheta odbywały się tajne spotkania ruchu lewicowego MIR, zaciekle zwalczanego przez ówczesną władzę. Hostel nazywa się Casa Roja http://lacasaroja.cl/

Santiago

W samym mieście poszliśmy na 2 free walking toury. Nie były szałowe, bo miasto po prostu jest bardzo… zwykłe. Mogliśmy za to dowiedzieć się co nieco o najnowszej historii i o tym, co ludzie myślą.

Dyktatura Augusto Pinocheta

Na początku lat 70., w czasach zimnej wojny, Chile było pierwszym krajem na świecie w którym naród w sposób demokratyczny wybrał sobie komunistyczny rząd. Był on oczywiście intensywnie zwalczany przez USA, które zamroziło stosunki handlowe z Chile i bardzo mocno wspierało opozycję (w tym finansowo). Gwoździem do trumny tamtego rządu był jednak kryzys naftowy z roku 1973, podczas którego spadły ceny nie tylko ropy, ale i minerałów, w tym miedzi, od eksportu których Chile było bardzo uzależnione. Nędza i głód które zapanowały w kraju spowodowały, że dowódcy wojskowi, najprawdopodobniej zainspirowani przez CIA, rozkazali zbombardować i ostrzelać z czołgów Pałac Prezydencki, z ówczesnym prezydentem Salvadorem Allende w środku, który oczywiście zginął. Nastały rządy junty wojskowej, na czele której stanął Augusto Pinochet. Na dzień dobry zawieszono konstytucję, zamknięto parlament (Pinochet rządził dekretami), wprowadzono godzinę policyjną, zakazano jakiejkolwiek działalności partyjnej. Rozpoczęły się również pogromy osób związanych z działalnością w MIR (komunistyczna lewica). Najczęściej przepadali bez wieści. Po prostu bezpieka porywała, torturowała, a następnie mordowała, bez informowania kogokolwiek o czymkolwiek. Rodzice nie wiedzieli co działo się z ich dziećmi, żony co z mężami itd. Ten sposób rozprawiania się z opozycją został później również podchwycony w innych krajach Ameryki Południowej, m.in. w Argentynie.

Ogólny bilans rządów AP to około 3 tysięcy osób zamordowanych, ogromna emigracja z kraju, fałszowane wybory i defraudowane pieniądze. Z drugiej jednak strony, dzięki neoliberalnym reformom, ludzie zostali wyciągnięci z nędzy, kraj zanotował ogromy wzrost gospodarczy, pod koniec lat 80. Chile było najbogatszym krajem w Ameryce Południowej w przeliczeniu na mieszkańca. Z tego powodu opinie na temat tej dyktatury są bardzo podzielone wśród mieszkańców, zwłaszcza starszej daty. Sam AP, po przegranym plebiscycie na początku lat 90. został senatorem i nigdy nie został skazany za zbrodnie popełnione w czasie swoich 17-letnich rządów. W samym Santiago znajduje się Muzeum Pamięci i Praw Człowieka, które jest poświęcone rządom AP, zdecydowanie polecamy.

Valparaiso

Miasto oddalone od Santiago o niecałe 1,5 godziny, które zdecydowanie polecamy, bo jest fantastyczne! Położone na wzgórzach nad Oceanem Spokojnym, można tam znaleźć całe mnóstwo kolorowych domów, murali i miejskich wind (?!). Nad samym oceanem pasą się też tłuste foczki 😉

Kilka murali:

Dodatkowo miasto świetnie wygląda nocą z perspektywy plaży. Wygląda jakby ktoś na wzgórza rozrzucił złoty brokat, przypomina trochę Rio de Janeiro.

Łącznie w Santiago i Valparaiso spędziliśmy 5-6 dni. Gdyby ktoś planował – 1 dzień na Santiago jest absolutnie wystarczający.

Polskie akcenty

IMG_20160227_184423

Reklamy