Zmieniliśmy plany i zamiast do San Pedro de Atacama (które odwiedzimy później od strony Boliwii) pojechaliśmy zupełnie na północ Chile do Parku Narodowego Lauca. Jest to stosunkowo mało popularne miejsce wśród turystów, w okolicy brakuje infrastruktury (hosteli, konkurencji wśród agencji turystycznych), natomiast ma kilka dużych atutów. Są nimi między innymi 6 sześciotysięcznych wulkanów, jedno z najwyżej położonych jezior na świecie (Chungara, 4500 mnpm), gejzery, gorące źródła, różnokolorowe skały, flamingi oraz wolno żyjące alpaki, lamy, guanako i wikunie, których z resztą nie odróżniamy od siebie 🙂

Aby się tam dostać polecieliśmy z Santiago do Iquique, skąd następnego dnia wzięliśmy autobus do Arica, skąd znów następnego dnia autobus do Putre, które znajduje się tuż przy samym parku. Arica znajduje się nad morzem, zaś Putre na wysokości 3500. Pierwszego dnia po przyjeździe lekko cierpieliśmy na chorobę wysokościową. Farmakologiczne sposoby leczenia dawały raczej słabe rezultaty, więc sięgnęliśmy lokalne, tradycyjne metody, czyli po herbatkę z pewnych liści 😉 One już dały radę, więc po 1 dniu aklimatyzacji byliśmy gotowi, żeby pojechać kolejny 1000 m w górę, bo park znajduje się na wysokości 4500 mnpm.

Jako że jesteśmy backpackerami i naszą podstawową zasadą jest nie przepłacać, pojechaliśmy na stopa. Lokalne agencje turystyczne za 6-godzinną wycieczkę oczekiwały 75000 peso (czyli 400 zł), co jak dla nas jest tak z 4 razy za dużo, więc postanowiliśmy wycieczkę zrobić sobie sami.

Park jaki jest, każdy może zobaczyć. Poniżej zdjęcia.

Putre i okolice

Jezioro Chungara

Flamingi i inne zwierzaki

Co do wcześniejszych miejscowości – Iquique i Arica to naprawdę nic ciekawego. Przemysłowe miasta, żyjące z portów, które zanieczyszczają zatoki i plaże. Regularnie nawiedzane przez trzęsienia ziemi, przez które z dawnych czasów nie ostało się praktycznie nic. Wszędzie dookoła góry i pustynia. Poniżej Arica.

Reklamy