Z El Chalten pojechaliśmy busem do Bariloche. Nie była to podróż marzeń, bus miał 7 godzin opóźnienia w stosunku do planu (zamiast o 20 byliśmy w Bariloche o 3 nad ranem). Sam pojazd, delikatnie mówią, też był taki sobie, po tym jak jechaliśmy w deszczu mieliśmy małą powódź na pokładzie. Napisaliśmy reklamację, natomiast podejrzewamy, że osoba która ją przeczyta najpierw się z niej chwilę pośmieje, pokaże kolegom, a następnie ją usunie.

Co do samego Bariloche – ładne miejsce. Niektórzy piszą, że to skrzyżowanie Zakopanego z Sopotem. Naszym zdaniem do Sopotu nie ma sensu go porównywać, prędzej z Piszem 🙂 Natomiast nie można odmówić uroku jeziorom, nad którymi leży. Razem z nowopoznanymi Niemcem, Holendrem i Amerykanką wybraliśmy się na przejażdżkę rowerową po trasie „Circuto Chico”, podczas której cyknęliśmy kilka zdjęć.

Po Bariloche ruszyliśmy w stronę Chile. W drodze do granicy, przenocowaliśmy na campingu w Villa la Angostura, gdzie poznaliśmy Szwajcara, który nie mówił ani po angielsku, ani po niemiecku, natomiast hiszpańskiego zaczął się uczyć 3 miesiące temu, gdy wylądował w Buenos Aires. Z racji tego, że my wcale nie mówiliśmy lepiej od niego, rozumieliśmy się doskonale i bardzo miło spędziliśmy wieczór przy ognisku.

Następnego dnia rozpoczęliśmy akcje pt. łapanie stopa do Chile. Nie będziemy przecież płacili argentyńskim kapitalistom 150 zł/os za bilet autobusowy na odległość 200 km. Znów musieliśmy swoje odczekać, do granicy z Chile dojechaliśmy na 2 stopy, następnie po przekroczeniu granicy – na zero. Otóż stop znalazł nas, a nie my jego 🙂 Podczas drugiego stopa po stronie argentyńskiej poznaliśmy parę Chilijczyków, która miała spotkać się ze swoimi znajomymi po drugiej stronie granicy. I to właśnie Ci znajomi załatwili nam transport „na pace” do Parku Narodowego Puyehue (czyt. pujełe). To jest właśnie najlepsze w Chile – nieznajomi załatwiają Ci stopa u innych ludzi, których sami dopiero co poznali, bo właśnie dowiedzieli dokąd jadą jacyś Polacy i chcieliby im pomóc. DSC_0146

Podczas łapania stopa spotkaliśmy również pewną Argentynkę, która urodziła się w Polsce podczas wojny. Z jej rodziny nie przeżył nikt poza nią i jej ojcem. Ona sama przeżyła wojnę tylko dlatego, że wziął ją na przechowanie ksiądz z lokalnej parafii. Po wojnie ojciec ją odszukał, pomieszkali jeszcze parę lat w Polsce, następnie wyjechali do Paryża, a dalej do Argentyny, która jest krajem otwartym na imigrację. Od tego czasu była w Polsce tylko raz, 3 miesiące temu odwiedziła Kraków. Rozmawialiśmy z nią po polsku.

Nocowaliśmy pod namiotem w miejscowości Aguas Calientes, gdzie główną atrakcją są termy oraz krótkie i malownicze trasy trekkingowe. Skorzystaliśmy z obu.

Kolejnym przystankiem było Puerto Varas, gdzie chcieliśmy podziwiać wulkan Osorno, natomiast dzień był deszczowy i nic nie było widać. Poszliśmy więc na spacer po mieście (jeśli Bariloche to Pisz, to Puerto Varas to Ruciane Nida), zrobiliśmy zakupy, kupiliśmy bilety na autobus i w drogę.

Naszym ostatnim przystankiem w regionie Los Lagos była wyspa Chiloe. Zainstalowaliśmy się w miejscowości Ancud, skąd jest blisko do wysepek na których mieszkają pingwiny i lwy morskie. Zwierzaki naprawdę super, bardzo śmiesznie chodzą, wyglądają jakby zaraz miały stracić równowagę i ich chodzenie to tak naprawdę kołysanie od lewej do prawej, żeby się nie przewrócić.

Co dalej

Jutro jedziemy do Puerto Montt, skąd mamy autobus nocny autobus do Santiago, gdzie będziemy przez 3 dni mieszkali na couchsurfingu. Następnym przystankiem będzie Valparaiso (około 2 dni), następnie San Pedro de Atacama (4-5 dni). Stamtąd pojedziemy do Uyuni (Boliwia), gdzie czeka nas parodniowa wycieczka po lokalnym solnisku. Z Uyuni na północ do Potosi (boliwijski odpowiednik argentyńskiego Jujuy, do którego niestety nie zawitamy), a stamtąd (chyba) nad jezioro Titicaca i do La Paz. Jeśli jest coś ciekawego po drodze, co omijamy, a nie powinniśmy, dajcie znać. Natomiast na ten moment to co napisaliśmy powyżej jest planem A.

PS. Chilijskie gazety nie interesują się tym co na bieżąco dzieje się w Polsce. I dobrze.

 

 

 

Reklamy