Przyjechaliśmy do El Chalten zaledwie na chwilę, z planem całodniowego trekkingu po lokalnych górkach. 13 lutego około 11 wyszliśmy na wylotówkę z El Calafate do El Chalten, postaliśmy 3,5 godziny na zimnym wietrze, nikt się nie zatrzymał i odechaciało nam się autostopowania 🙂 Finalnie dotarliśmy na miejsce autobusem. Zameldowaliśmy się w hostelu, ugotowaliśmy makaron, otworzyliśmy wino, pograliśmy w karty, patrzyliśmy na drzewa wyginające się pod naciskiem wiatru i w duchu cieszyliśmy się, że nie musimy spać tej nocy pod namiotem.

Następnego dnia rano wstaliśmy o 7, wyruszyliśmy w trasę o 9. Postanowiliśmy zrobić 2 szlaki: El Chalten – Lago de los Tres (punkt widokowy na Fitz Roy), następnie skrótem dostać się do Lago Torre (punkt widokowy na Cerro Torre). Finalnie do samego Lago Torre nie dotarliśmy, choć byliśmy bardzo blisko. Ale Cerro Torre widzieliśmy. Argentina_Plano-senderos-trekking-El-Chalten

Droga do Lago de los Tres ma 10 km, z czego przez 9 km jest bardzo płasko, natomiast przy ostatnim kilometrze trzeba wdrapać się na około 700m w górę (sam punkt widokowy jest na wysokości 1100m). Jest więc stromo i przy silnym wietrze – niebezpiecznie. Nam pogoda dopisała, było słonecznie i bezwietrznie. W drodze powrotnej zaprezentował nam się kondor, latał nad nami przez jakąś minutę, zbliżył się na około 10 metrów.

Droga z Lago de los Tres do trasy w stronę Cerro Torres ma około 10 km (trzeba cofnąć się około 2 km z Lago de los Tres, następnie pójść wzdłuż jezior i lasem). Po przejściu tego dystansu trasa przywitała nas punktem widokowym, z którego doskonale było widać górę i sąsiedni lodowiec. Z racji tego, że było już dosyć późno, zrezygnowaliśmy z dalszej wędrówki, porobiliśmy zdjęcia i udaliśmy się w stronę miasta.

Następnego dnia mieliśmy w planie naprawdę długiego autostopa. Takiego dwudniowego, na 1200 km, w kierunku Bariloche. Jak się okazało, szans na stopa nie było praktycznie żadnych. Przez 4 godziny, od 9 do 13, zatrzymał się 1 samochód (nie nam), konkurencja była duża, niektórzy oszukiwali i wciskali się w nieformalną kolejkę. Choć i tak nic im to raczej nie dało, bo nikt się nie zatrzymywał. Nie widzieliśmy sensu w dalszym czekaniu, poszliśmy na dworzec autobusowy, kupiliśmy koszmarnie drogie bilety i jeszcze tego samego dnia udaliśmy się w 25 godzinną podróż na północ.W międzyczasie wpadliśmy na Polaków których spotkaliśmy wcześniej w Torres del Paine i poszliśmy wspólnie podziwiać wodospad.

DSC01302

Reklamy