Park Torres del Paine (Chile) był naszym pierwszym dużym punktem na mapie Patagonii. Dotarcie na miejsce było trochę problematyczne, o czym napisaliśmy w poprzednim wpisie. Pierwsze 2 noce spędziliśmy w hostelu w Puerto Natales. 5 lutego o 7:30 rano pojechaliśmy autobusem do parku. Zdecydowaliśmy się na trasę „W”, której przejście zwykle trwa od 3 do 5 dni. My z samym parkiem uwinęliśmy się w 4 dni, zaś piątego dnia poszliśmy 16 km na autobus. Większość osób bierze katamaran (22 dolary), natomiast my skorzystaliśmy z dobrej rady wujka TomKa i urządziliśmy sobie 4 godzinny spacer 🙂

Mapa trasy poniżej.

Torres-del-Paine-National-Park-Map-2

 

Dzień pierwszy
Camping Las Torres – Mirador Torres del Paine – Camping Las Torres [16 km, 9 godzin]

Ponieważ była dobra pogoda, skorzystaliśmy z kolejnej dobrej rady TomKa i od razu pierwszego dnia poszliśmy oglądać główną atrakcję, tj. same szczyty Torres del Paine. Można je oglądać albo pierwszego albo ostatniego dnia trekkingu. Rozstawiliśmy namiot na polu namiotowym, schowaliśmy bagaże i poszliśmy z małym plecakiem i aparatem fotograficznym na górę.

Miejsce do którego zmierzaliśmy jest na poziomie ok. 700 m npm (same szczyty 2500), czyli nisko, natomiast samo wejście nie należało do najprzyjemniejszych z uwagi na podłoże po którym trzeba było iść. Początkowo trasa wiedzie przez las, następnie rumowisko, a przy samym końcu nachylenie wynosi jakieś 45 stopni i jest bardzo dużo pyłu. Ale im bliżej końca, tym widok dookoła coraz bardziej cieszył.

 

Dzień drugi
Camping Las Torres – Camping Frances [15 km, 6 godzin]

Ten odcinek trasy z pozoru miał być prosty, nie było po drodze dużych wzniesień, trasa częściowo wiodła wzdłuż jeziora. I pewnie spacer należałby do naprawdę przyjemnych, gdyby nie to, że musieliśmy nieść na plecach nasze plecaki, a w nich 5 kg jedzenia, palnik, gaz, śpiwory, karimaty, namiot, ciuchy, aparaty itd. Sama trasa jest też mocno pofalowana, ciągle wchodzi się pod małą górkę, żeby za chwilę z niej zejść.

 

Dzień trzeci
Camping Frances – Mirador Britanico (obok Camping Britanico) – Camping Frances – Camping Paine Grande (oznaczony jako Pehoe) [26 km, 10 godzin] 

Dzień rozpoczął się stosunkowo wcześnie, bo od zdjęcia Drogi Mlecznej. Jako statyw służył klapek oparty o kamień 🙂 Wstaliśmy o 6 rano, cyknęliśmy jeszcze kilka zdjęć wschodu słońca.

Trzy słowa o campingach: dla chętnych, we Frances po 21 można wziąć prysznic bez wody. Po tej godzinie nie ma wody nawet w kuchni. Z kolei Grey jest absurdalnie przepełnione. Infrastruktura campingu w ogóle nie jest przygotowana do przyjęcia takiej liczby turystów. Na prysznic czeka się godzinę, na umycie naczyń w kuchni 15 minut. O stole przy którym można zasiąść do jedzenia nawet nie ma co marzyć, jest ich zaledwie kilka. Frances i Grey to campingi prywatne, płatne po 7000 peso za osobę, czyli na nasze 40 zł/os.

Na samej trasie są campingi bezpłatne (np. Italiano), natomiast trzeba je rezerwować z tygodniowym wyprzedzeniem.

Co do samego trekkingu – jeśli ktoś ma mało czasu (np. chce zrobić „W” w 3 dni), pierwszym punktem który polecamy do ścięcia jest Mirador Britanico. Widok z tego puntu jest po prostu ładny, natomiast wcześniej jest Mirador Frances, który jest o niebo lepszy. Można więc zaoszczędzić około 4 godzin marszu

Dzień czwarty
Camping Paine Grande – Glaciar Grey – Camping Paine Grande [7 godzin, 22 km]

Zmęczeni poprzednim dniem, postanowiliśmy odespać aż do 8 (zwyczajowo o 6 rozpoczyna się koncert budzików). Wyruszyliśmy w trasę około 11.

W 2011 roku w parku miał miejsce pożar wywołany przez nieodpowiedzialnego turystę z Czech, który strawił ogromną część parku. Spalone rzędy drzew ciągnęły się przez wiele kilometrów, również poza horyzont. Pogorzelisko wygląda jak pomalowane srebrnym sprayem, naprawdę smutny widok.

Sama trasa po raz kolejny nie należała do najłatwiejszych, za to widoki rekompensowały wysiłek. Justyna co prawda fikała żwawo przez kolejne pagórki, natomiast Jarek miał spory dołek, ale resztkami sił, powłócząc nogami, dotarł najpierw do lodowca, później do pola namiotowego.

Tego dnia wiał wiatr. Połamał nasz namiot. Jest to przedmiot reklamacji (przyczyna: wada ukryta). W tej chwili okazję do wykazania się ma producent namiotu oraz sprzedawca. Napiszę jedynie, że namiot był dobrej firmy (Marmot).

Dzień piąty 
Camping Paine Grande – Administracion Conaf [4,5 godziny, 16 km] 

Po nocce spędzonej w wynajętym namiocie i Solpadeine z rana (coby organizm na chwilę zapomniał, że go boli), wyruszyliśmy w stronę pierwszego przystanku autobusów w stronę Puerto Natales. Pierwsze 4 km szliśmy po pagórkach, następnie po równinie. O 12 dotarliśmy na miejsce, o 13 wyjechaliśmy do Puerto Natales, gdzie odpoczywaliśmy kolejne 2 dni.

 

 

Łącznie przeszliśmy 95 km, co daje 193 tysiące kroków (tyle mówi maszyna licząca Justyny, prezent od kolegów z byłej pracy). Z całą pewnością możemy polecić trasę W, było świetnie.

W tej chwili jesteśmy w El Calafate, do którego dotarliśmy na stopa, ponieważ kolejny raz nie udało nam się załapać na autobus 🙂 Do przejechania 350 km potrzebowaliśmy 5 stopów, autobusu miejskiego w Rio Turbio i 8,5 godzin. Ale dzięki temu podróżowaliśmy z właścicielem lokalnego radia, który przy okazji obwiózł nas po lokalnej kopalni węgla kamiennego 🙂 Swoją drogą, wspomniał, że w Rio Turbio pracują inżynierowie z Polski w liczbie 15, którzy są zatrudnieni w ramach kontraktu z Kopex (producent sprzętu górniczego).

Jutro jedziemy, oczywiście na stopa (autobus kosztuje 200 zł/os), na lodowiec Perito Moreno.

Reklamy