Montevideo znamy, a i owszem, nie tylko z lekcji geografii ale i z literatury! W tym mieście działa się część wydarzeń w „Grze w klasy” Julio Cortazara. W stosunku do samej książki mam (Jarek) mieszane uczucia, nie przeczytałem jej do końca, choć zabrnąłem za połowę. Nasza relacja zakończyła się w momencie jak autor kazał mi przeczytać cały rozdział od tyłu. Plusem tej książki jest to, że pokazuje prawdziwe życie artysty, tj. bohaterowie biorą wszelkie znane wówczas używki, szlajają się po różnych melinach oraz zakochują i odkochują się w sobie naraz. No i w Montevideo piją mate.

Tak, mate, metalowy dzbaneczek, metalowa słomka i termos pod pachą to nieodłączne atrybuty mieszkańca Urugwaju. Spijają mate hektolitrami, na ulicy widać słodkie obrazki jak nieznajomi użyczają sobie wrzątku z termosa, żeby przyrządzić sobie napar. Miły zwyczaj, zwłaszcza, że to tak naprawdę mocna herbata (bez prądu, więc nad Wisłą raczej nigdy się nie przyjmie).

Rozpoczęliśmy zwiedzanie Montevideo po 20 godzinnej podróży autokarem EGA, którego mottem jest „el mejor viaje de tu vida” (czyli najlepsza podróż Twojego życia). Nie były to czcze przechwałki, po pokładzie autokaru biegał steward co raz proponując napoje (Justyna brała colę, ja whisky), dostaliśmy ciepłą kolację i śniadanie, Gladiator leciał w tle, wifi, te sprawy. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że w nocy przespaliśmy może 4 godziny. Dlatego pierwszego dnia zwiedzanie nie należało do najprzyjemniejszych, natomiast sam dzień należał do oszczędnych -obiad, 1 piwo i światło zgasło.

Drugiego dnia poszliśmy na free walking tour (http://www.freewalkingtour.com.uy/), gdzie spotkaliśmy poznanych dzień wcześniej Polaków (Kasię i Dawida, 3 miesiące w Ameryce Południowej, http://wklapkach.blogspot.com/), poszliśmy wspólnie na lokalny przysmak, czyli wołowinę (Urugwaj liczy 3 miliony mieszkańców oraz 10 milionów krów). Pomimo tego, że jestem kurczakożercą, potrafię docenić to czego w tamtym momencie doświadczyłem. To było najlepsze mięso jakie dotychczas jadłem. Justyna niestety tego powiedzieć nie może – krwisty stek nie polubił się z jej żołądkiem i niestety wieczór miała z głowy.

Po południu, siedząc już w hostelu, poznaliśmy lepiej parę Irańczyków, którzy byli zakochani w polskiej kinematografii (widzieli „Różę”, state filmy Polańskiego, uświadomili, że w Łodzi jest najlepsza filmówka na świecie (?)). Pokazaliśmy im zdjęcia z Polski (przeszliśmy przez Gdańsk, Toruń, Wrocław, Kraków i Tatry), opowiedzieliśmy co nieco o cenach i chyba przekonaliśmy, że Polska jednak jest w ich zasięgu 🙂

Poznaliśmy też dwójkę przyjaciół ze Stanów, którzy jak my wyjechali w roczną podróż dookoła świata. Ich trasa przebiega przez Amerykę Południową, Europę i Azję. Pomogliśmy rozplanować im część trasy od Berlina do Bałkanów. Mamy nadzieję, że posłuchają, dużo w niej Polski 🙂 Oni również prowadzą blogi, http://chrisintransit.com oraz http://inspiredfuel.com

Wisienką na torcie tego dnia miała okazać się jednak rozgrywka w karty. Niewinna zagajka pt „kto umie grać w pokera?” przerodziła się w 4-godzinną rozgrywkę pomiędzy Brazylijczykiem, Urugwajczykiem, Kanadyjczykiem i Polakiem. Gra byłaby krótsza, gdyby nie jedno rozdanie, przy którym miałem full house (3 damy, 2 króle, z tego dwie damy na ręce) i mój przeciwnik również (2 damy, 3 króle, dama i król na ręce). Gra przeciągnęła się trochę w czasie, natomiast nie da się uniknąć nieuniknionego 🙂

Co do samego Montevideo to możemy powiedzieć, że miasto jest ładne, czyste, bezpieczne. Jesteśmy jednak obecnie w Buenos Aires, z którym to rzekomo Montevideo rywalizuje. Stolica Urugwaju nie jest jednak, w naszej ocenie, w tej samej lidze, dlatego ochy i achy zostawimy na następną notkę. Na pewno lubią tam zwierzęta, w naszym hostelu mieszkały 4 koty.DSC_0021

Kończąc, napiszę jeszcze dwa zdania o cenach. Urugwaj jest megadrogi. Ceny są naprawdę absurdalnie wysokie. Przeliczając na złote – kilogram bananów w sklepie: 10 zł, chleb: 10 zł, gazeta „El Pais” 6 zł, najtańsza woda (1,5 l.) 4 zł. Średnie wynagrodzenie w Urugwaju wynosi 600 dolarów (po podatkach i składkach), w Polsce 700 dolarów, natomiast siła nabywcza tych pieniędzy jest zdecydowanie niższa niż u nas. Więc wcale nie mamy tak najgorzej 😉

Poza tym, czy wiedzieliście, że Montevideo leży nad rzeką, a nie oceanem?

 

Reklamy