Naszym kolejnym przystankiem po Rio de Janeiro miała być wyspa Ilha Grande. Niestety musieliśmy dopasować nasze plany do okoliczności przyrody. Całą noc i następny poranek padał ulewny deszcz, a my chcieliśmy nocować pod namiotem, co przy takich opadach nie miałoby większego sensu. Ilha Grande w sezonie jest bardzo kosztowna, nie stać nas było na hotel, zaś wszystkie hostele i pensjonaty były już zarezerwowane. Prognoza pogody na kolejne dni również nie była optymistyczna. Więc z bólem serca, ale pojechaliśmy bezpośrednio do Paratów.

W Paratach znaleźliśmy stosunkowo tani nocleg (tańszy niż hostel w Rio), za 3 noce zapłaciliśmy 350 reali (czyli około 58 zł za osobę za noc), warunki były super dobre. Miejsce otwarte od sierpnia 2015, właściciele powiedzieli nam, że jesteśmy pierwszymi goścmi z zagranicy. Na okoliczność tego wydarzenia zrobili nawet sobie z nami zdjęcie i prosili o opinię po angielsku na booking.com, którą im też wystawiliśmy.

DSC_0340

16 stycznia (sobota)

Przejazd z Rio de Janeiro do Paraty, 5 godzin w autobusie, dotarliśmy późno, wieczór spędziliśmy nad morzem sącząc caipirinhe.

17 stycznia (niedziela)

Popłynęliśmy na 6 godzinny rejs po zatoce. Wokół Paratów jest około 60 małych wysepek, przy niektórych przycumowaliśmy, można było popływać razem z rybkami lub poleżeć na dzikiej plaży. Koszt 50 reali na osobę (można było znaleźć podobną ofertę w innych biurach za 40 reali). Zdecydowanie warto!

 

18 stycznia (poniedziałek)

W ciągu dnia łaziliśmy po mieście (bardzo ładne swoją drogą, oczywiście w stylu kolonialnym) a wieczorem piliśmy caipirinhę z Arturem, który przyjechał dzień wcześniej do Paratów.

19 stycznia (wtorek)

Właściciele pensjonatu w którym się zatrzymaliśmy zawieźli nas na dworzec autobusowy, skąd pojechaliśmy do Sao Paulo (około 7 godzin), gdzie mieliśmy przesiadkę (4 godziny) do Foz do Iguacu (16 godzin).

 

Reklamy