Jutro opuszczamy miasto, wiec czas najwyzszy napisac co nieco o naszym pobycie. Z gory przepraszam za brak polskich znakow – pisze z komputera w hostelu. W naszym rozladowala sie bateria, a adapter ktory mamy nie pasuje do lokalnych gniazdek.

Po przylocie do Rio pojechalismy autobusem do naszego hostelu, ktory zabukowalismy przez hostelworld.com, wstepnie na 3 noce, ostatecznie bedziemy 4. Hostel zlokalizowany jest niedaleko stacji metra, w dzielnicy Ipanema. Mamy 400 metrow do plazy, kawalek dalej znajduje sie Copacabana. Lokalizacja jest wiec elegancka. No i kot na recepcji. DSC_0207 (1280x720)

12 stycznia (wtorek)

Poszlismy na spacer po Copacabanie, Ipanemie i Leblon razem z wycieczka z http://www.freewalkertours.com/ W skrocie chodzi o to, ze firma organizuje teoretycznie darmowe wycieczki po miescie. Schodza sie wiec rozni turysci ktorzy w danym momencie sa zaintresowani i kazdy placi ile chce. Przewodniczki to zwykle studentki ktore w ten sposob dorabiaja. Spacer, pomimo zmeczenia podroza, byl bardzo sympatyczny. Razem z nami wybralo sie jeszcze 12 osob. Dalismy 20 reali (1 real to +/- 1 zl), Amerykanie i Niemcy dali troche wiecej 🙂 Nie mamy zdjec z tego wyjscia – za bardzo wzielismy sobie do serca ostrzezenia o lokalnej przestepczosci, nie wzielismy aparatu.

13 stycznia (sroda)

Weszlismy na Pao de Acucar (pao, hehe). Mozna tam wjechac kolejka linowa, natomiast jest to wydatek rzedu 70 reali na osobe. Z racji tego, ze pochodzimy z kraju w ktorym wchodzi sie na Kasprowy w klapkach, postanowilismy zrobic to samo. Bylo troche slisko, zwlaszcza jak spocila mi sie stopa i pieta uciekala mi poza klapek. W kazdym razie – Gora Cukru zdobyta!

Po krotkiej drzemce na plazy (taka sytuacja, drzemka nieplanowana) pojechalismy do Parqe Lage (jak nazwa wskazuje – park). Naprawde piekne miejsce, nieopodal ogrodu botanicznego i Corcovado (gora z Chrystusem). Nie wiem kto go zbudowal (pewnie jakis Lage?) i w jakim celu , ale ma niesamowity klimat, przypomina troche miejsca odkrywane przez Indiana Jonesa, willa schowana w tropikalnym lesie. Miejsce duzo ciekawsze niz Jardim Botanico (ogrod botaniczny, ktory swoja droga jest platny, 9 reali).

DSC00490 (720x1280)

14 stycznia (czwartek)

Poszlismy na kolejny spacer za friko (kolejne 20 reali), tym razem po centrum miasta. Na miejscu spotkalismy sie z nowym-starym znajomym Arturem. Kolejny raz bylo bardzo fajnie, oprowadzala nas dziewczyna z Argentyny (z Cordoby, bedziemy tam), mowila swietnym angielskim, wycieczka trwala 3 godziny i to byl jej show. Opowiadala bardzo ekspresyjnie, wymachujac rekoma (¨budowaaali oooo tak!¨). Historie na temat poczatkow Brazylii, odlaczenia jej od Portugalii itd znalismy z przewodnika Lonely Planet, mimo wszystko sluchalo sie tego super. W kolejnych miejscach na pewno bedziemy rowniez szukali tego typu wycieczek. Maja one dodatkowy walor, poznaje sie podczas nich sporo osob z roznych kultur. Dzieki temu przy obiedzie ucielismy sobie bardzo mila pogawedke z turystami z Izraela, oczywiscie o polityce 🙂

Tego samego dnia pojechalismy na Maracane. Jest ona polozona tuz przy stacji metra i duuuuuzej faweli. Wbrew pozorom jest tam teraz bezpiecznie, fawela jest spacyfikowana (doslownie, przed Mistrzostwami Swiata odbywaly sie tam regularne strzelaniny pomiedzy lokalna mafia i policja/wojskiem). Za przyjemnosc zwiedzenia stadionu od srodka zarzadca liczy sobie 40 reali. Jako ze bilet na mecz kosztuje srednio 60, podziekowalismy, zrobilismy sobie zdjecia spod stadionu i pojechalismy do hostelu. Na marginesie – Narodowy w Warszawie jest ladniejszy. Na meczyk mam nadzieje pojsc w Buenos Aires.

Dzis  (piatek, 15 stycznia)

Najpierw poszlismy do ogrodu botanicznego (Jardim Botanico, IMO troche przereklamowany, Tripadvisor twierdzi ze to ¨must see¨, naszym zdaniem ¨nice to see¨) a pozniej spotkalismy sie z Arturem i weszlismy na Corcovado, jakies 700 mnpm. Tym razem nie w klapkach 🙂

Dalej odczuwam to podejscie (jestem koszmarnie zmeczony), ale bylo fantastycznie. Wchodzilismy jakies 2:30, ciagle szlismy w gore lasem tropikalnym. Tak sobie wyobrazam dzungle. Bylo stromo (momentami bardzo), podloze zmienne (raz zwykla sciezka, innym razem glina, w pewnym momencie musielismy sie podciagac na lancuchach) i po takich chwilach czuje ze zyje. W drodze towarzyszyly nam makaki, nie widzielismy innych zwierzat,choc pewnie one widzialy nas. Przy okazji zaoszczedzilismy kolejne 50 reali na osobe (wjazd kolejka na gore kosztuje 70 reali, wejscie na pieszo 22).

Mielismy tez pojsc dzis na impreze do dzielnicy Lapa, ale ciagle pada (ogolnie jest deszczowo). Wiec skonczymy piwka, pojdziemy spac, a jutro startujemy w inne miejsce (Ilha Grande).

Ponizej wrzucam tez kilka luznych przemyslen z ostatnich dni:

  1. Brazylijczycy sa bardzo wysportowani, praktycznie wszyscy uprawiaja sport (rowniez osoby w wieku naszych rodzicow) i lubia sie chwalic swoja budowa ciala. Brazylijki z kolei maja troche wiecej kraglosci. I podobnie jak mezczyzni – lubia sie nimi chwalic.
  2. Drogerie wystepuja tu tak czesto jak monopolowe na Bielanach.
  3. Apteki wystepuja tak czesto jak apteki w Polsce (czyli co druga ulica).
  4. Brazylijczycy znaja troche angielski, rozumieja hiszpanski i polski-migowy. Wiec nie mamy klopotow z komunikacja.
  5. Ludzie sa naprawde bardzo mili i pomocni.
  6. Czujemy sie tu bezpiecznie, dotychczas nie spotkalismy sie z agresja lub pijanstwem.
  7. Lokalne gazety nie interesuja sie Polska.
  8. Ale my sie interesujemy. I, choc nie mialem nawiazywac do polityki na tym blogu, z tego miejsca chcialbym pozdrowic Pania Premier. 4,50 za euro i 4,10 za dolara? Grali juz to kiedys?
  9. Drogi dolar powoduje, ze musimy jeszcze bardziej oszczedzac podczas naszego wyjazdu. Nasza waluta jest obecnie bardzo malo warta.
  10. Brazylia jest juz pare krokow przed Polska jesli chodzi o droge ku przepasci. Inflacja > 10%, stosunkowo wysokie bezrobocie, zadluzenie > 70% PKB, rozbuchane wydatki socjalne i emerytury (zagwarantowane konstutucja, sa sztywne, minimalna emerytura=minimalna pensja), dramat jesli chodzi o kurs walutowy (3 lata temu 1 dolar kosztowal 2 reale, dzis 4). Stagflacja jak sie patrzy, zwlaszcza ze to kraj surowcowy.
  11. Krem do opalania z filtrem 30  ¨daje rade¨, jestesmy biali jak papier. Mamy nadzieje zmienic to na Ilha Grande.
  12. Na razie jestesmy ponizej budzetu, lubie to.
  13. Pisanie notatek trwa dlugo. Wiec bede robil to stosunkowo rzadko 🙂

 

Reklamy